Szczegóły

Historia pewnego szalonego fotografa

Jesteśmy bardzo elastyczni i chętnie spełniamy każde życzenie Klienta, ale gdy w grę wchodzi dobro Klienta i przewidujemy, że proponowana zmiana może odnieść negatywny skutek, staramy się temat dokładnie zgłębić i omówić z Klientem, aby ostateczne decyzje były najlepszymi rozwiązaniami. Najważniejsze jest wówczas wzajemne zrozumienie i świadomość, że organizując dane wydarzenie przyświecają nam wspólne cele.

Czasami jednak Klient jest bezkompromisowy… Jakie może mieć to konsekwencje? – mieliśmy okazję przekonać się o tym na własnej skórze…

Przy okazji realizacji jednej z  imprez Klient odrzucił naszą propozycję profesjonalnego serwisu foto-video i zaproponował swojego fotografa. Jako organizatorzy eventów czujemy się zawsze odpowiedzialni za całość wydarzenia i naturalnie wolimy pracować z ludźmi, których znamy, których wcześniej mieliśmy sposobność sprawdzić. Nie bez znaczenia są również komplikacje, jakie mogą wyniknąć już podczas realizacji imprezy, niejasny podział kompetencji, itp. W tym przypadku bardziej zaniepokoił nas jednak brak doświadczenia w branży polecanego fotografa. Na decyzji Klienta zaważył lokalny patriotyzm, niższa cena i odporność na wszelkie argumenty.

Oczywiście warsztat i jakość materiału są bardzo ważne i stanowią główne kryteria oceny fotografa.  Jednakże w przypadku fotografa zatrudnionego do uwiecznienia eventu niezmiernie ważne jest, aby nie był to jedyny wyznacznik jego profesjonalizmu. Trzeba bowiem mieć na uwadze, że fotografowanie ma różne oblicza: inaczej pracuje się w studiu, a inaczej w plenerze; inaczej robi się zdjęcia pozowane, a inaczej reportaże z miejsca akcji. Specyficzne warunki pracy, jakie towarzyszą fotografowi eventowemu, niosą ze sobą szereg niebezpieczeństw i wymagają od niego niecodziennych umiejętności.

Najlepszy obraz, jak nie należy tego robić dał nam wspomniany lokalny fotograf, tak faworyzowany przez Klienta.

Fotograf eventowy powinien charakteryzować się swego rodzaju instynktem „łowcy”, aby wyprzedzać zdarzenia i być tam, gdzie zaraz wydarzy się coś wartego uwiecznienia. Być w wielu miejscach na raz – stanowi samo w sobie nie lada wyczyn, ale robić to tak, aby być niezauważanym przez uczestników imprezy to już jest oznaka prawdziwego profesjonalisty.

Tymczasem polecony przez Klienta „zawodowiec” – „artysta”, który już w momencie ubierania się przed wyjściem z domu popełnił kardynalny błąd, robił wszystko, aby stać się gwiazdą wieczoru. I można bez dużej przesady przyznać, że skutecznie. Paradując po scenie w białej koszuli na tle czarnego horyzontu, dawał publiczności do zrozumienia, kto jest główną atrakcją tego dnia. Gdyby jednak jakimś trafem wśród zgromadzonej widowni znalazłaby się osoba, która jeszcze nie odnotowała jego obecności, „postanowił” wpisać się wszystkim niezawodnie w pamięć nieostrożnym ruchem zrzucając ze stojącego na scenie stolika statuetki. Jaki towarzyszył temu hałas - łatwo sobie wyobrazić.

Powyższy przykład – przedstawiony w troszkę karykaturalny sposób, choć oparty na prawdziwych zdarzeniach – niech stanowi dla wszystkich zlecających organizację jak i organizujących imprezy naukę na przyszłość. Nas ta sytuacja utwierdziła w przekonaniu, jak istotne jest sprawdzenie i zaufanie do podwykonawców oraz jak wiele może zależeć od nawet najbardziej błahego elementu każdego przedsięwzięcia.