Szczegóły

“Dziękuję za przyjście na show” James Blunt

Tymi słowami James Blunt witał swoich widzów na koncertach światowej trasy 2008-2009. Warszawa gościła go w dniu 19 lutego na scenie Sali Kongresowej. Uczestniczyliśmy w tej dwugodzinnej muzycznej przygodzie z wybitnym artystą i jego wiernymi muzykami…

Po takiej dawce niezwykłych przeżyć nie sposób być zimnym, rzeczowym krytykiem, bo emocje biorą górę… To niezwykle nastrojowy koncert, w którym budowanie różnych klimatów, ich przenikanie i nagłe zmiany były podstawą odbioru i stanowiły jednocześnie kanwę, na której został oparty cały misternie przygotowany scenariusz…

Najbardziej znane pieśni z debiutanckiego albumu „Back to Bedlam”, którym wtórowała rozentuzjazmowana publiczność, przeplatały się z nowościami z drugiego albumu „All The Lost Souls” z lansowanym w radiu przebojem „1973” (Simona). Pojawiły się więc i elementy rocka, których brakuje zdecydowanie na pierwszej płycie artysty.

A kim jest prawdziwy James Blunt? – zastanawia się Peter Hardy, pisarz, autor „Wstępu” do programu koncertowego…  I odpowiada tak: “Odkrywam, że z każdą warstwą farby jego portret staje się intrygująco coraz bardziej skomplikowany. Reakcja ludzi na na niego może się zmieniać, ale w zasadzie on jest taki sam, to spokojny, cichy facet, którego poznałem, zanim znalazła go pierwsza iskierka sławy”. I taki emanował ze sceny podczas swojego występu.

Tak, to był show i to z zaawansowanymi efektami. Ekipa realizatorów – oświetleniowców i dźwiękowców przyjechała wraz z zespołem. 15-osobowa grupa pracująca za sceną perfekcyjnie współtworzyła to wszystko, co się na niej działo. Wielki ekran diodowy wyświetlał ilustracje do poszczególnych utworów, choć czasem panował całkowity mrok i świecił zaledwie jeden punktowiec. Przestrzeń sceny wypełniały niezliczone światła  - od podłogi po horyzont. Nagromadzenie wielu różnych efektów było wykorzystywane z niezwykłą maestrią i dawkowane do samego końca. Cała techniczna otoczka była podporządkowana przekazaniu najprostszych słów i garści motywów muzycznych, które niewątpliwie zapadły słuchaczom głęboko w duszy.

[Przepraszamy za brak fotek, ale organizator koncertu - Makroconcert - nie udostępnił nam takowych.]